PO CO MI TEN MIKS I MASTER?
#1
Ostrzeżenie 
:hmm: 

Dobre pytanie, które wielu z nas sobie stawia, ale niewielu faktycznie na nie chce znać odpowiedź.

Jako zajebiści raperzy po dwóch tygodniach nauki poprawnej wymowy zbitek spółgłoskowych chcemy tylko pluć w majk co jakiś czas i odnieść od razu sukces za pomocą legalnego debiutu, zakładając przy tym label, własną markę odzieżową, a potem kminić na której ścianie wieszać złota w swojej kawalerce.

Okazuje się, że jako wokaliści jesteśmy odpowiedzialni tylko za jedną do czterech ścieżek w projekcie DAW o nazwie "Tu wpisz tytuł utworu". No fajnie, ale ktoś musiał chyba stworzyć podkład (bitmejker) oraz nagrać Twoje wypociny (realizator), które to potem lecą do typa od miksu (inżynier miksu?), a następnie leci to wszystko do takiego gościa, co przekręca wszystko na poziomy -0.1dBFS (inżynier masteringu). Koniec końców kawałek ma pierdolnięcie, a my szczycimy się tym, że stworzyliśmy takie cudo.

O braku poszanowania dla tych, którzy bardziej introwertycznie zajmują się muzyką (ta, Ci od tego bitu i mixu, czyli ogólnego brzmienia) nie chcę się rozpisywać, bo to raczej wiadome, że nikogo nie interesuje taka nisza branży muzycznej. Jednak w momencie, gdy w swoim domowym zaciszu nagrywamy swoje plucie w budżetowy mikrofon, po pewnym czasie się skapniemy, że nasze brzmienie utworów diametralnie różni się od tych, co aktualnie przodują w polskiej rapgrze. Po wpisaniu paru fraz w wujka google już wiemy, o jakie pojęcia chodzi.

Po co mi ten miks i master?

Tuż po rozpisaniu schematu na kartce prosto z randomowego tutoriala z Youtube na presety we wtyczkach wgranych w DAW o nazwie X (najczęściej jest to adobe audition 1.5), przez ułamek sekundy przemyka nam myśl, że chyba powinniśmy używać przy tym uszu i samodzielnie dostosowywać te dziwne pokrętełka odpowiedzialne za brzmienie wokalu. Na (nie)szczęście, ta myśl zostaje przykryta szybką odpowiedzią - jestem raperem, ktoś będzie za mnie to ogarniał.

Gdy orientujemy się, że cennik takich usług jak miks oraz master nie jest na naszą kieszeń, próbujemy jeszcze raz swoich sił w samodzielnej pracy nad brzmieniem. Tym razem pobieramy DAW o nazwie Y, który jest już jakimś lepszym kombajnem. Nauka idzie nam topornie i bardzo szybko się zniechęcamy - przynajmniej w większości przypadków.

Więc... po co mi ten miks i master?

Zacznijmy od początku. W domowym studiu nasze wokale trzeba... zrealizować. Musimy poznać proste techniki realizatorskie, czyli przede wszystkim sprzęt oraz warunki nagrywania, w tym jakże często pomijana akustyka pomieszczenia. Okazuje się, że ta wiedza nawet dla rapera jest przydatna na przyszłość, bo np. możemy już pamiętać w profesjonalnym studiu jak zachować przyzwoitą odległość od mikrofonu (w cichszych, jak i głośniejszych partiach).

Kolejną rzeczą jest miks utworu, a w tym jakże ważna obróbka wokalu. Tutaj spędzamy najwięcej czasu, jeżeli chodzi o kwestie brzmienia. To fakt, nie jest to łatwe, ale dzięki temu poznajemy wiele możliwości ukształtowania charakteru wokalu, który pasuje do klimatu całego utworu. Dzięki temu w przyszłości możemy mieć w głowie zarys tego, co chcemy osiągnąć kreując brzmienie nagranych ścieżek za pomocą wtyczek VST. Nie chodzi o to, że musimy sami starać się wyciągać to w DAW, tylko łatwiej jest typowi od miksu wykonać robotę, kiedy jasno i wyraźnie przedstawimy nasze oczekiwania co do naszego kawałka.

Na samym końcu jest mastering gotowego miksu stereo (bit i wokal w jednej ścieżce). Tutaj możemy się spierać, gdyż wykonać porządny master to jest nie lada wyczyn, a dodatkowo preferuje się, aby go wykonywała osoba trzecia (kwestia psychologii oraz tego, że ktoś inny zauważy nasze jakieś niedociągnięcia i je postara się naprawić). Fajnie jest chociaż zapiąć sobie kompresor na sumie miksu (chociaż to leży na pograniczu tych dwóch kluczowych etapów) i potem limiter jakiś, ewentualnie wtyczkę, która doda trochę tego "air", ale tutaj jest tak jak mówię - nie nasza broszka. Ale warto pamiętać, że coś takiego jak mastering istnieje i jest bardzo ważne.

Tak, pominąłem jedną kwestię - bitmejker. Wypowiem się najmniej, bo najmniej się znam. Warto jest wiedzieć podstawowe pojęcia takie jak werbel, stopa, hihat, aranż, itd. Ale kwestia tego, czy chcemy się jeszcze podjąć tworzenia własnych podkładów już pozostaje w naszej ocenie, chociaż dobrze wiemy, że sporo z nas woli już to zostawić bardziej doświadczonym. I moim zdaniem słusznie, chyba że czujemy zajawkę - to jak najbardziej (patrz - nowa płyta Mesa "RAPERSAMPLER").

Podsumowując, nigdy nie będziemy od wszystkiego, proces tworzenia muzyki zawsze jest rozdzielony na wiele osób. Jasne, że musimy skupić się na jednej rzeczy, za którą jesteśmy odpowiedzialni (wokale i dobre flou), ale na ten etap, kiedy uczymy się wielu rzeczy i dopiero stawiamy pierwsze kroczki w tworzeniu muzyki (tak, rap to gatunek muzyczny), warto jest - moim zdaniem - nauczyć się podstaw z tych etapów - realizacja, miks, liznąć master i opcjonalnie tworzenie podkładów. Zmieni to nasz pogląd na twórczość, nasza głowa będzie jeszcze bardziej otwarta, więcej możliwości, itd.

Uczcie się całe życie.

PS. Dajcie znać jak się podobał tekścik :)
 Odpowiedz

#2
Zajebiście się czytało.Aż Ci propsa dam za to.Ogólnie jak robiłem dla ludzi jakiś tam mix/master (dla obcych randomów) to wielu z nich nagrywało jeden wokal na majku od skype,najczęściej wyzywając wszystkich od kurew,albo palili trawkę w co drugim wersie i liczyli,że po jednym takim demku każda wytwórnia ich przyjmie z otwartymi ramionami i się mnie pytali gdzie mogą wysłać demo :/ Zaskoczyło mnie to w sumie.

Co do samego tekstu to "Inżynier dźwięku" chyba poprawnie się mówi fachowo,ale ręki sobie nie dam uciąć.Słyszałem też,że jeśli jedna osoba robi miks to ta osoba powinna też się zająć masteringiem (jeśli umie),bo jak wiadomo każdy ma inną wizję tego co robi.

Kolejną sprawą,którą zauważyłem jest to,że ktoś sobie nagrywa na odpierdol wokale byle jak i liczy,że inżynier dźwięku zrobi mu z tego hit.Co też bardzo irytuje.Im lepiej nagrane wokale tym lepiej się na nich pracuje,wiem z doświadczenia.

Co do podkładów to szczerze mówiąc mam mieszane uczucia.Dwa razy próbowałem sam sobie coś skleić,ale jakoś mi to nie szło za bardzo.Nie jarało mnie to.Mniej więcej można by rzecz,że robienie bitów to temat rzeka tak jak mix/master.Ale jakoś przy mixie i masteringu ,nawet na początku nauki gdy nie raz po masteringu utwór brzmiał gorzej,bardziej się jaram tym co robię i lubię się godzinami tym 'bawić'.Czego nie mogę powiedzieć o robieniu podkładów.Dlatego uważam ,że żeby robić podkłady trzeba to po prostu czuć

Fajny artykuł,5
 Odpowiedz

#3
No to prawda, że ambicje ponad skille zawsze na starcie są. No właśnie co do tego masteru to nie wiem dokładnie, ale nawet na płytach jest, że inne studio zazwyczaj się tym zajmuje niż to, w której zrealizowano i zmiksowano nagrania. Co do bitów jestem tego samego zdania. Dzięki, 5!
 Odpowiedz

#4
(28.02.2018, 12:14)BIitz napisał(a): Zajebiście się czytało.Aż Ci propsa dam za to.Ogólnie jak robiłem dla ludzi jakiś tam mix/master (dla obcych randomów) to wielu z nich nagrywało jeden wokal na majku od skype,najczęściej wyzywając wszystkich od kurew,albo palili trawkę w co drugim wersie i liczyli,że po jednym takim demku każda wytwórnia ich przyjmie z otwartymi ramionami i się mnie pytali gdzie mogą wysłać demo :/ Zaskoczyło mnie to w sumie.

Co do samego tekstu to "Inżynier dźwięku" chyba poprawnie się mówi fachowo,ale ręki sobie nie dam uciąć.Słyszałem też,że jeśli jedna osoba robi miks to ta osoba powinna też się zająć masteringiem (jeśli umie),bo jak wiadomo każdy ma inną wizję tego co robi.

Kolejną sprawą,którą zauważyłem jest to,że ktoś sobie nagrywa na odpierdol wokale byle jak i liczy,że inżynier dźwięku zrobi mu z tego hit.Co też bardzo irytuje.Im lepiej nagrane wokale tym lepiej się na nich pracuje,wiem z doświadczenia.

Co do podkładów to szczerze mówiąc mam mieszane uczucia.Dwa razy próbowałem sam sobie coś skleić,ale jakoś mi to nie szło za bardzo.Nie jarało mnie to.Mniej więcej można by rzecz,że robienie bitów to temat rzeka tak jak mix/master.Ale jakoś przy mixie i masteringu ,nawet na początku nauki gdy nie raz po masteringu utwór brzmiał gorzej,bardziej się jaram tym co robię i lubię się godzinami tym 'bawić'.Czego nie mogę powiedzieć o robieniu podkładów.Dlatego uważam ,że żeby robić podkłady trzeba to po prostu czuć

Fajny artykuł,5

Inżynier dźwięku można sobie mówić uogólniając ::D Jest inżynier mixu i inżynier masteringu. Są to dwa różne etapy tworzenia muzyki i na tym najwyższym poziomie inżynier mixu nie będzie robił masteringu :d Między innymi przez to co Morgan napisał. Zawsze umykają nam jakieś błędy itp. Dobry artykuł, fajnie się czytało :D
 Odpowiedz

#5
A ja sobie pójdę na kurs mixu i masyeringu to wam napiszę co tam mówili bo na razie to jesteśmy inżynierami yt.
 Odpowiedz

#6
Weź nagraj cały i potem nam rzucisz wideo relacje :D #Cebula_Alert
 Odpowiedz

#7
Kurwa, dobry tekst. Na prawdę, fajnie się czytało.
Co do mixu i masteru to ja sobie specjalnie tym głowy nie zawracam. Mam gotowe presety pod swój wokal i tylko dostosowuję w miarę potrzeb - Jednak jak już skoczę do studia to mix/master musi mi robić ktoś ogarnięty.
 Odpowiedz

#8
muzyka to matematyka, tego się trza nauczyć - jej podstaw ;)
reszta potem sama przychodzi plus oczywiście na słuch wszystko i mamy zajebistą mieszanke. sam jestem na etapie uczenia się tego, bo od zawsze mixy mastery dla mnie czarną magią były, nigdy cierpliwości nie miałem do tego. czy bity, czy mixy czy nawijanie, wszystko jest ze sobą tak kurewsko powiązane ... a błędy każdy popełnia, najważniejsza systematyka!
a ci co robią to na odpierdol, tak samo traktowani będą. peace ;)
 Odpowiedz

#9
na początku jest zajawka tylko zajawka, później jak chce się coś więcej to trzeba się przyłożyć i ogarniać więcej spraw które składają się na poprawny numer a nie tylko po pijaku freestajlować do końca życia,(chociaż lubiłem to).
 Odpowiedz

#10
Dzięki bardzo za odzew, Ruski, właśnie o to mi chodzi, chociaż liznąć i przejmować się tym brzmieniem chociaż w stopniu słuchalności. Wtedy mamy pojęcie większe na temat procesu tworzenia utworu. Nie trzeba tego robić, wiadomo, lepiej oddać, ale jak chociaż raz coś dłubneliśmy w DAW to już jest sporo.
 Odpowiedz





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości
stat4u